niedziela, 31 maja 2015

Widoki z mojego balkonu...czyli kilka słów o żabach i ptakach.

Zawsze chciałam mieć balkon. Całe życie spędziłam jako niskopienny mieszkaniec parterów - z wyjątkiem krótkiego epizodu na 2 piętrze oraz pięciu cudownych bytomskich miesięcy spędzonych na piętrze szóstym. Widok z okna sprawił, że bez wahania podjęłam decyzję o wynajęciu owego lokum. Podobnie było i tym razem - poszukując z Mężem mieszkania zwiedziliśmy balkon i... ja odpadłam. Ósme piętro, widok na łąki, hałdy, zabudowania Siemianowic, Będzina, Bytomia... Katowic nawet. Wiedziałam, że to jest TO miejsce i TO mieszkanie. Mój Mąż również miał podobne odczucia. I nie pomyliliśmy się :)

Wiecie, widoki z balkonu wiążą się głównie z wrażeniami wizualnymi. Tymczasem łąki za blokowiskiem to miejsce gdzie koczują, żyją i funkcjonują cudowne stworzenia. Żaby - pierwszy raz usłyszałam je przez okno, gdy odwiedzałam koleżankę mieszkającą w sąsiednim bloku. To było rok temu, gorące czerwcowe popołudnie zmierzało ku wieczorowi... Rechot żab przypominał muzykę. Odprowadzał mnie na przystanek, koił nerwy, uspokajał. Przypomniały mi się noce na harcerskim obozie - biwakowaliśmy na przepięknej polanie o podmokłych brzegach. Bliskość lasu, pól i strumienia, sąsiedztwo ich mieszkańców - niezapomniane przeżycia.

Przeprowadzaliśmy się ostatniego dnia stycznia. Zima - wiadomo, nie zachęca do spędzania poranków na balkonie, a żaby o tej porze roku śpią... Minął luty. Zimne dni marcowe przeminęły, nie mogłam się doczekać wiosny.... Pewnego wieczoru usłyszałam je. Żabi chór radośnie i energicznie witał wiosnę, zapowiadał odrodzenie się ziemi, drzew i kwiatów. Od tego dnia nieustannie nasłuchiwałam czy mój żabi chór śpiewa. W zimne wieczory i poranki żaby milkły. Wiedziałam, że będzie chłodna noc....

Żabom towarzyszą ptaki. Dzikie kaczki, gołębie i inne gatunki, których nie znam z nazw i botanicznych określeń ale które rozpoznaje po odgłosach. Ich dźwięczne nawoływania witają mnie rano, towarzyszą przy robieniu kawy, wynoszeniu śmieci. Świsty i pogwizdywania, pohukiwania i gruchanie, bulgotliwe odgłosy i lekkie jak światło słońca trele...Odprowadzają mnie do autobusu i witają po powrocie z pracy. Mieszkańcy dzikich łąk, które odrodziły się po latach zanieczyszczeń przez przemysł - cudownych miejsc, malowniczych i pełnych tajemnic których mieszczuchy z betonowych klatek nie są świadomi.

Gdy piszę te słowa, na balkonie trwa impreza - gołębie znów przyleciały, gruchają i zalecają się do siebie. Lenka, moja ulubiona gołębica, też przyfrunęła. O tym jak zostałam chrzestną matką gołębia który wykluł się z jajka które zniosła, opowiem wam innym razem. Fiona siadła na oparciu fotela i próbuje wzrokiem zmusić firankę, żeby się podniosła. Fumik olewa jej czarnoksięskie próby i śpi cudownie puchaty i zrelaksowany. Ot, kwintesencja kociej filozofii życia...

Dobrego dnia, dla Was. Jutro zacznie się nowy tydzień i nowy miesiąc. Dla jednych okazja do podejmowania wyzwań i przekraczania granic, dla innych - "znów poniedziałek....". Ja preferuję podejście umiarkowane - tak, znów poniedziałek, co oznacza że zaczęła się kolejna tygodniowa epopeja pracy i obowiązków, jednakowoż i ona dobiegnie końca a za cztery dni będzie piątek. Ot, taka kolej rzeczy... a tylko od nas samych zależy, jak będziemy się przez ten czas czuć. Więc życzę Wam żebyście nie tracili dobrego nastroju, pogody ducha i czerpali nieustannie siłę z piękna tego, co was otacza. Byle do piątku :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz