wtorek, 2 czerwca 2015

Chorobowe - a w międzyczasie o wakacyjnych wspomnieniach słów parę

Dopadła mnie jakas paskudna infekcja. Chorowanie nie jest moim ulubionym zajęciem, bo nie mam siły nic zrobić i większość dnia przesypiam. Tymczasem mój widok z okna przybrał na intensywności. Dominują dwa kolory: cudny błękit nieba i soczysta młoda zieleń. Czerwiec. Czas zbliżających się wakacji, obietnic wyprawy na wieś a tam - całe mnóstwo przygód. Kiedyś jako mała dziewczynka ogromnie żałowałam, że nigdy nie byłam wysłana na kolonie. Dziś widzę, że nie mam czego żałować. Moi rodzice zawsze starali się by wakacje spędzić na wsi - pełne dwa miesiące, z daleka od brudnego i zatłoczonego miasta pełnego spalin, smrodu i wścibskich gołębi. Dziś dopiero doceniam ich kunszt logistyczny i umiejętność podejmowania decyzji.

 I tak sobie myślę, sącząc ciepłą herbatę z miodem i nasłuchując koncertu żab zza okna, czy następne pokolenie które opływa w dostatki i brokatowo - różowe wdzianka z dyskontów, czy ono będzie umiało cieszyć się tak jak my z najprostszych rzeczy? Czy umieją doceniać to, co mają? Jeśli tak - chwała wam za to, rodzice, dziadkowie, opiekunowie! Jeśli nie... tak, trzeba się bać.

Pamiętam takie wspaniałe wakacje, jedne z wielu. Nie byliśmy zamożni. Nie miałam wielu zabawek ale miałam wyobraźnię i potrafiłam z niej korzystać. Pewnego dnia nudziło mi się bardzo i moja mama w końcu zdenerwowana moim marudzeniem powiedziała "wymyśl jakąś zabawę, a nie truj.... od tego trucia nuda nie przejdzie". Wzięłam sobie jej słowa do serca i... zbudowałam z siostrami samochód - wzięłam krzesła, stare opony, leżak, koce, patyki, jakieś linki. Tata pozwolił nawet wykorzystać starą kierownicę z samochodu. Resztę dostarczyła dziecięca wyobraźnia. Auto było dostosowane do naszych potrzeb - ja, moje dwie siostry i dwie koleżanki plus brat a do tego bagaż w postaci wózków z lalkami, miśkami i psem. Pies uciekł, najwyraźniej nie chciał ryzykować życiem, aczkolwiek reszta została i świetnie się bawiła.

Później powstała wioska szałasów w lesie nieopodal domu. Początkowo był to jeden szałas który zbudowałam samodzielnie, używając wyłącznie gałęzi i mojej harcerskiej finki. Moje siostry poszły w moje ślady... wkrótce każda z nas miała szałas a w nim wydzielony kącik kuchenny, sypialnię a nawet spiżarnię. Zbierałyśmy jeżyny i maliny, a posiłki spożywałyśmy na wspólnej "stołówce" jaką był ścięty pień drzewa... Wioska szałasowa wzbogaciła się także o parking dla rowerów, parking dla wózków (bo przecież nasze lalki również musiały z nami mieszkać w tych szałasach), pułapkę ochronną (gdyby ktoś chciał nas zaatakować i zniszczyć nasze domy). W tych czasach bawiłyśmy się w sklep i aptekę, a płaciło się w nich ogólnodostępną walutą - liśćmi drzew. Nie obyło się zatem bez skarbca również przemyślnie zamaskowanego...

Ojej, o tych wakacjach na wsi mogłabym opowiadać i wspominać godzinami. Dziesięć miesięcy oczekiwania, planowania co zapakujemy i jak będziemy spędzać czas... a potem dwa cudowne miesiące wolności. Bezpiecznej, swojskiej, naturalnej. Mleko od krowy, godziny spędzone w polu, poharatane od kłosków nogi, pogryzione przez komary i robale. Biegunka gdy popiłam swojskim mlekiem ogórki. Rozbite kolana bo za późno wcisnęłam hamulec od roweru... Konkursy na to, kto zrobi składakiem dłuższy ślad hamowania na wiejskiej drodze. Nocne rozmowy i marzenia o tym jacy będziemy jak skończymy szkołę, znajdziemy pracę... Zachody słońca wyciszone świerszczograniem i ogniska nad którymi czuwał Tata. Nocne wskazywanie gwiazd i nauka gwiazdozbiorów. Podziwianie błysków "na pogodę" i namierzanie sputników...

A wy macie jakieś wspomnienia z wakacji? Z dzieciństwa? Pamiętacie jakieś szczególne zapachy, dźwięki, kolory? Lubicie do nich wracać?

1 komentarz:

  1. Piękne wspomnienia :)
    Wakacje jakie ja najlepiej pamiętam to wyjazdy na wieś do kuzynostwa. Gdzie największą atrakcją był basen. No bo kto w tamtych czasach miał basen? I nie mówię o pompowanym, tylko takim "prawdziwym" :) z drabinką, betonowym, wpuszczonym w ziemię :) To było coś! Do tego bujanie w hamaku, noce pod namiotem. Takie trochę oszukane biwakowanie, bo mieliśmy prąd pociągnięty przedłużaczem, aby słuchać muzyki :P A namiot przemakał, więc przykrywaliśmy go folią malarską. Były też spacery po lesie, zbieranie jagód i grzybów - w tym ostatnim byłam słaba :P
    Ten basen ciągle stoi. Wyrośliśmy z niego, albo tylko tak nam się wydaje :)

    OdpowiedzUsuń