niedziela, 4 października 2015

Kocie opowieści

Jestem straszna. Okropna. Wręcz niemożliwa. Tak, tak, moi drodzy. Moja straszliwość i okropieństwo polega na tym iż... zamknęłam Kota na balkonie. Poszedł sobie popatrzeć na świat z wyżyn balkonowego tarasu. A było co oglądać - słońce świeciło, niebo lekko opierzone chmurami prezentowało się pięknie w jego blasku... łąki zmęczone upałami drzemały, leniwie rozciągnięte pomiędzy blokami i drzewami. Ptaki latające między blokami ćwierkały radośnie przekomarzając się z wiatrem. Kot postanowił się przyjrzeć światu i podumać nad jego złożonością... ułożył się na nagrzanych płytkach, pod suszarką. A ja go zamknęłam. Perfidnie, zwyczajnie, nie sprawdziwszy gdzie jest i co robi przekręciłam beztrosko klamkę od drzwi balkonowych - i poszłam robić obiad. Na szczęście, dość szybko się zorientowałam, że brakuje jednego wiernego towarzysza - nie pojawił się przy wyjmowaniu kiełbasy z lodówki i wydało mi się to dość podejrzane... wpuściłam drania z powrotem. Ach, gdybyście widzieli jego minę! I ten napuszony w złości grzbiet! Wąsy postawione na sztorc, jakby miał nimi przebić mi opony z zemsty... Wspominałam o kiełbasie, prawda? Otóż jest to magiczne słowo, które w rzeczywistości jest równie magicznym artefaktem poprawiającym relacje ludzko - kocie. I w tym wypadku także się tak stało. A teraz oba ogony śpią wygodnie, Koteł wtulony w poduszki, z brzuchem do góry a Pani Kota na moich kolanach. Czuję jak oddycha miarowo, grzeje moje nogi niezastąpionym kocim ciepłem... Cudownie pachnie jej kocia sierść - domem, miłością, spokojem, tajemnicą skrywaną w kocich oczach. Tak, to prawda. Dom bez kota to zwykłe mieszkanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz